Blog > Komentarze do wpisu

Ładne słowa

Od przeszło 35 lat, najpierw w ZSRR, a potem w Rosji i krajach postsowieckich, widzowie w Nowy Rok oglądają zawsze ten sam film: komedię Eldara Riazanowa „Ironiya sudby, ili S legkim parom!”, u nas wyświetlaną pod tytułem „Szczęśliwego Nowego Roku”. Główną rolę Nadii, która zakochuje się w intruzie, zabłąkanym w Sylwestra przez przypadek do jej mieszkania, zagrała Barbara Brylska, do dziś ukochana przez Rosjan aktorka. Nakręcony kilka lat temu sequel tej historii, „Ironia losu – ciąg dalszy” stał się wielkim przebojem kinowym w całej Rosji.

My też poszczycić się możemy naszymi świątecznymi, telewizyjnymi „tradycjami”: sienkiewiczowską „Trylogią” czy „Kevinem…” w Polsacie. Przyzwyczailiśmy się i nawet już nie narzekamy. (Nie wiem, jak inni, ale ja, gdybym zawsze musiała oglądać to samo, niewątpliwie wolałabym Brylską od Macaulaya Culkina. Wrażenia estetyczne nieporównywalnie większe, a filmowe rzemiosło solidniejsze). Ale zauważyliście może także, że niemal wszystko, co odbywa się co najmniej po raz drugi, jest u nas od razu „tradycją”, a coś, o czym napisała raz jakaś jedna czy druga gazeta, zyskuje miano „kultowego”? Niestety moje pokłady tolerancji maleją (nad czym ubolewam…) i gdy widzę artykuł zaczynający się od słów „Stało się już tradycją, że…” od razu przerzucam stronę. A jak mi się wmawia, że obejrzę „nowy, kultowy” film, to na pewno do kina się nie wybiorę!

Widzę dwa wyjaśnienia tego zjawiska: albo to po prostu działa (to znaczy nabieramy się jak dzieci i na „tradycję”, i na „kultowość”), albo wynika z lenistwa – najpierw dziennikarzy, którym nie chce się poszukać innych słów (a może nie mają na to czasu), a potem tych, którzy powtarzają to, co usłyszeli bądź (rzadziej) przeczytali. Przy okazji: ostatnio pleni się wszędzie jak chwast słówko „zaskakująco”. Występuje czasem po kilka razy na jednej stronie tej samej gazety! Niedawno wytropiłam je nawet w książce, chociaż redaktorzy książek są na ogół surowsi od redaktorów w gazetach. Ale cóż, natrętne słówka wciskają się bez pytania…

Na mojej ulubionej płycie „maria Awaria” jest utwór, w którym Maria Peszek wymienia słowa ładne i brzydkie. Ładne słowa to np. „korelacja”, „pilśniowe”, „Alabama”... Brzydkie słowa to „rajstopy”, „skoroszyt”, „nagrzewnica”…

Do ładnych słów dorzuciłabym słowo „święta”. Jest takie miękkie, pachnące, okrągłe, jak pączek. A brzydkie słowa to: „kultowy”, „zaskakująco” i – przykro mi, że muszę to powiedzieć – „tradycja”. Kanciaste, chropawe, sztywne… A może wcale nie mam racji? Może to nie chodzi o brzmienie? Może to nadużywanie sprawia, że tracą swój powab? Ale jeśli tak, to wielka prośba: nie odbierajmy słowom ich urody. Bo czym wówczas zastąpimy „tradycję”…?

środa, 17 grudnia 2008, monika.luft

Komentarze
2008/12/17 12:19:39
Pisać komentarze do Pani tekstów nie jest mi łatwo. Pisze Pani pięknie, i chciałabym napisać coś mądrego, ale zżera mnie trema.Czytam dużo, ale nie zawsze potrafię skojarzyć tekst z tytułem. Co do ostatniego tekstu - to dzisiaj w innym komentarzu, słowo tradycja napisałam, chyba ze dwa razy. Z pokorą czekam na krytykę.
-
2008/12/17 13:08:11
Ależ jestem jak najdalsza od krytykowania:))) Nie mam na myśli wcale, że NIE NALEŻY używać pewnych słów, tylko czasem irytuje mnie, że znajduję te słowa wszędzie i w każdym kontekście! Rekordy bije tu słowo "kultowy", już nie mogę na nie patrzeć:))) Ale zrozumiałe jest, że np "tradycja" pojawia się częściej przed świętami. Nie lubię tylko, gdy choćby przy okazji imprez organizowanych po raz drugi czy trzeci mówi się o tradycji, bo co to ma wspólnego z prawdziwą tradycją?! Ale tak w ogóle, to nie ma powodów do żadnej tremy, jestem w sumie dość niegroźnym osobnikiem:))) I proszę pisać... Pisanie i czytanie jest o wiele bardziej twórcze niż oglądanie telewizji, nawet jeśli czasem nadużyjemy jakiegoś słowa:)
-
2008/12/17 13:42:41
Tradycją właśnie stało się narzekanie na urodę słów. Uważam, że problem jest wyimaginowany i wynika z faktu uproszczenia komunikacji szybkiej (nazwa tymczasowa:)) między ludźmi.
Słowa na które Pani rzuca cień niechęci są , najzwyczajniej, bardzo treściwe i szybko oznajmiają myśl przekazywaną. Stosowanie ich w gazetach uważam za całkowicie uzasadnione, w książkach może już nie tak. Na pewno nieraz musi Pani szybko przekazać jakąś myśl, czy informację , nie mając czasu na zbyt obszerną relacj brzydkich słów, czy nawet wyrazów. Bywają tylko brzydkie treści.
Te jednak można przekazywać również wspaniałymi słowami.
A w ogóle, czyż istnieje dziś w naszym jeżyku bardziej wyraziste słowo na opisanie zachwytu, niż: za...te?
Przepraszam, jeżeli zniesmaczyłem.
Pozdrawiam :)
-
2008/12/17 15:20:02
@zabociek: słowo, o którym tu mowa (nikt się już nim nie zniesmacza, nawet w reklamach występuje, choć w złagodzonej formie, a nie ma nic bardziej konformistycznego niż reklamy...) było wyraziste, ale tylko na początku... teraz należy do tych totalnie nadużywanych i straciło całą swoją moc... jest banalne i to wszystko. I tylko dlatego je omijam:) A szybkie przekazywanie myśli wcale nie musi oznaczać posługiwania się zasobem kilkuset słów! Albo i nawet tyle nie. Słyszałam niejednokrotnie (a to na ulicy, a to w pociągu) dialogi typu: "K..., ja p..., ale zaje...!" "A mi to ch..., p... to". te osoby porozumiały się owszem dość szybko i skutecznie. Nie wiem, czy treść była brzydka czy nie, ale forma, powiedziałabym, co najmniej uboga. I jakoś nie imponuje mi skuteczność tej komunikacji...
-
2008/12/17 18:15:48
@monika.luft: Bo to są nowe, świeckie tradycje związane ze Świętami Bożego Narodzenia. :-)

A poza tym jeszcze parę takich zgrabnych wpisów i ten blog stanie się kultowy. :-)
-
2008/12/17 20:18:03
to ładny blog jest. będę zaglądał często gęsto :)
-
2008/12/18 00:07:35
Pod pozorem tradycji nasza szanowna telewizja puszcza coś, co im się wydaje "sprawdzone" i idealne na święta, a że taki poziom widowni mamy, że tym czymś jest "Kevin..." to pewno nasza zasługa, czyli samych widzów. Z dwojga złego wolę, że by moje dzieco zobaczyły tego Kevina, krórego ja kiedyś oglądałam, niż nieśmiertelne tańce na lodzie, na wodzie i nie wiadomo na czym jeszcze. A najlepiej to wyjść na spacer.
-
2008/12/18 01:08:11
Tradycje trwają, ale gaśnie stopniowo pragnienie powrotu. Skrywamy je głęboko w sercach, jak nadzieję, którą lubimy się mamić, choć nigdy się nie spełni...może dlatego tak często nadużywamy tego słowa, by o niej nie zapomnieć w dobie szalonego postępu....w sumie: tradycja i postęp - to dwaj wielcy wrogowie ludzkości....tak kiedyś powiedział Paul Valéry czyż to nie prawda?!
-
2008/12/18 17:34:13
@testeq: kultowy, hurra! :))) i może stanie się też tradycją i powróci za rok :)))
-
2008/12/18 17:34:42
@innewidoki: dziękuję i pozdrawiam :) obawiam się jednak, że "często" znaczy do jutra, bo jutro nasza przygoda z blogiem "przedświątecznym" dobiega końca... Tak więc zapraszam do innych miejsc w necie, bywam tu i ówdzie :))
-
2008/12/18 20:13:00
@kavala: co do spaceru, zgadzam się całkowicie, byle tylko pogoda dopisała... bo na razie się nie zanosi :(( A telewizja zawsze kieruje program do tzw. "najszerszego odbiorcy", czyli najmniej wymagającego... Ambitne propozycje mają małą widownię, to niestety fakt. A im mniej ambitnych propozycji, tym widzowie mniej wyedukowani i mniej wymagający. I kółko się zamyka :((
-
2008/12/18 20:13:27
@emikluka: wszystko zależy od tego, kto i jak się posługuje - zarówno tradycją, jak i postępem:) myślę, że i jedno, i drugie może być wielkim przyjacielem ludzkości:) i oby tak było!
tchibo
Monika Luft fot. Tomasz Ozdoba
Świat doskonałego nastroju